piątek, 8 marca 2019

Podsumowanie Stycznia & Lutego

Liczba postów: Razem osiemnaście. 
Nowi Przetrwali: Brak.
Pora Roku: Powoli nadchodzi wiosna. 
Rangi: Czekają na aktualizację.
Czystka: Wykonana.
Wydarzenie: Zadania indywidualne. Za nie wykonanie zadania -30 pkt od stanu konta postaci. 

Rozdanie Punktów
Fallon - 100 pkt + 150 pkt
Eri - 80 pkt 
Parker - 80 pkt 
Ruslan - 40 pkt 
Ana - 40 pkt 
Rafael - 40 pkt 

Postać Miesiąca 
Postacią miesiąca zostaje Fallon! Serdecznie gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów na blogu!

niedziela, 24 lutego 2019

Informacja!

Podsumowanie Stycznia ukaże się wraz z podsumowaniem Lutego! Przepraszam z góry za komplikacje, ale obiecuję, że wasze czekanie będzie wynagrodzone. :) 

~Reku

środa, 13 lutego 2019

Od Rekera cd. Tamary

Ze swojego doświadczenia wiedziałem, że trupy nigdy, przenigdy nie zmienią się na lepsze. Może i teraz wyglądali, jak łagodne baranki, ale w ich umysłach pewnie ukazywały się wszelakie pomysły, dotyczące tortur na naszych osobach. Pierdolone dziadostwo myśli, że tak łatwo nas przechytrzy! Nie patrząc na to co robi Tamara, postanowiłem udać się do najcichszego zakątka naszego, tymczasowego schronienia, gdzie z radością zaczerpnąłem sporej dawki spokoju. Miałem powoli tego wszystkiego dosyć. Męczyły mnie już zombie, zgrzyty panujące między obozami, a przede wszystkim braki w łączności z resztą świata, który równie dobrze mógł wymrzeć do reszty. Czy to wszystko kiedykolwiek się skończy? Czy nasz świat pozbędzie się tego wirusa i stanie w końcu na nogi? Nie mam pojęcia... Na prawdę, nie mam pojęcia... Dobrze byłoby obudzić się kiedyś w ciepłym łóżku, w normalnym mieście, bez jakiegokolwiek zagrożenia życia. Chciałbym, aby moje dzieci chodziło do normalnej szkoły oraz nie musiały się od nas uczyć o przetrwaniu na radioaktywnym terenie. To wszystko jednak było tylko bajką. Wiadome było nie od dziś, że wszyscy z nas wyzdychają jeszcze przed wynalezieniem antidotum. Wiedząc, iż rozmyślanie nad tym wszystkim nie ma teraz najmniejszego sensu, potrząsnąłem swoją głowa na boki, a następnie skupiłem się na szalejącej za oknem śnieżycy. Grube płatki śniegu coraz to bardziej zasypywały szary świat, odcinając nam kolejne drogi, które mogły posłużyć, niektórym osobą za ucieczkę. Miałem już zamyślać się na nowo, lecz niespodziewanie do mich uszu dotarł głośny śmiech. Zdziwiony, zmarszczyłem swoje brwi, co w jakimś sensie pomogło mi przypomnieć do kogo pasuje dana tonacja okrzyków radości. Co tam się wyczynia? - pomyślałem, kierując się do głównego pomieszczenia, gdzie przebywała największa liczba ludzi. Początkowo myślałem, iż jakieś głupkowate dzieciaki wytwarzają wokół siebie tyle hałasu, ale to co zobaczyłem przerosło moje wszystkie wyobrażenia. Moja młodsza, osiemnastoletnia siostrzyczka była delikatnie powiedziawszy w stanie upojenia alkoholowego, przez które flirtowała z jednym z naszych wrogów. Młodzieniaszek był najprawdopodobniej w jej wieku i wszystkie znaki na niebie wskazywały na to, iż strasznie podobała mu się zaistniała sytuacja.
- Tamara! Co ty wyprawiasz do cholery?! - odciągnąłem ją siłą od niższego ode mnie mężczyzny, który mruknął pod nosem kilka nieprzychylnych słów o mojej osobie - A z tobą jeszcze się policzę - fuknąłem, a w moich oczach zatańczyły szaleńcze iskierki zła, jakie nadal we mnie skwierczało. Nie przejmując się oporem, jaki stawiała przede mną młoda kobieta, zaciągnąłem ją w ustronne miejsce, gdzie zamierzałem z nią solidnie pogadać - Dziewczyno czyś ty oszalała?! To nie 2018 byś mogła sobie pić z kim chcesz... Pamiętaj, że przysięgałaś mi, iż będziemy trzymać się razem, więc tego dotrzymaj okej? - usadziłem ją na niezbyt wygodnym krześle, które pod naporem jej ciała nieco zatrzeszczało - Co się tam stało?

Tamara? ;3
Tłumacz się, tłumacz xd 

sobota, 2 lutego 2019

Od Eri cd Fallon


Ruszyłam za Fall. Tym razem szłyśmy spokojnym tempem, wyglądając zza każdego rogu i co jakiś czas oglądając się za siebie, nie chciałyśmy bowiem w najbliższym czasie robić kolejnego treningu biegania. Jedyny szczegół działający na naszą niekorzyść to fakt, że żadna z nas nie miała pojęcia gdzie idziemy.
- O farbę wcale nie jest tak trudno, jak mogłoby się wydawać – zdecydowałam się przerwać ciszę nawiązując do wcześniejszego pytania dziewczyny. – Ludzie potrzebują plastrów, jedzenia, narzędzi, więc tak trudno je znaleźć. Farby do włosów nie potrzebuje nikt, zatem o nią jest znacznie łatwiej. Potem zostaje tylko wybrać kolor spośród tych które się nie popsuły przez te lata.
- Zatem niebieski to twój ulubiony kolor? – spytała. – Przynajmniej z tych, które się nie zepsuły – dodała uśmiechając się lekko.
Przytaknęłam.
- Wydaje mi się, że takie miałam włosy przed wojną – powiedziałam, a widząc lekkie zdziwienie na twarzy Fall wyjaśniłam – wszystko co wydarzyło się dawniej niż jakieś osiem miesięcy temu to dla mnie zagadka. Coś blokuje wcześniejsze wspomnienia.
***
Budynki były coraz rzadsze, zwłaszcza te wysokie, charakterystyczne dla centrum dużych metropolii. A tym samym charakterystyczne również dla ruin tych metropolii. Co gorsze teraz miałyśmy jeszcze mniejsze przeczucia co do naszego położenia, a słońce miało wkrótce zniknąć za horyzontem, ustępując miejsca księżycowi i całej zgrai gnijących mieszkańców miasta, którzy w dzień skrywali się pod ziemią. Zgodnie uznałyśmy, że czas poszukać jakiegoś schronienia na noc, bo chodzenie po zmroku po przedmieściach byłoby samobójstwem.
Zdecydowałyśmy się na nieduży pokój w parterowym, całkiem przyzwoicie zachowanym domu. Zgodnie uznałyśmy, że to będzie najrozsądniejsze miejsce. Zastawiłyśmy drzwi ławą, na której ustawiłyśmy kilka znalezionych  w innym pomieszczeniu krzeseł. Zombie to nie powstrzyma, ale narobi tyle hałasu, że jeśli nie zejdziemy na zawał, to zdążymy wstać i będziemy mieć chociaż szansę się obronić. W pomieszczeniu znajdowała się też wąska kanapa, na której planowałyśmy spać, więc właśnie tam się położyłyśmy, gdy nasz prowizoryczny alarm był już gotowy
- Jak było na Alasce? No wiesz… wcześniej… - spytałam, gdy leżałyśmy już oparte o siebie plecami i przykryte naszymi kurtkami.

Fall? Razem cieplej xd

Od Rafaela cd. Parker

Jako dziecko wierzyłem w zasady kolorowych kropek, chmurek, bądź słoneczek, które były umieszczane na wyblakłej kartce w ramach za moje zachowanie. Dziś jednak wierzę w trzy podstawowe filary tego świata. Walcz, żyj, bądź zostań zjedzonym. Wystarczyło zburzyć jeden, a cały misterny plan pójdzie w pizdu. Sam nie jeden raz o mało nie zniszczyłem sobie życia przez zignorowanie, któregoś z nich. Podobno kobiety kierowały się czymś innym, ale cholera je tam ostatnio wie. Kiedy ostatnio spotkałem jedną z nich, ta zamiast zaoferować mi stosunek, chciała zjeść mój mózg... Ciekawe prawda? Aktualnie mój własny głód zaczął podprowadzać mnie coraz bliżej wszelakich supermarketów oraz aptek, które kusiły poukrywanymi w ruinach lekami. Co prawda nie wiedziałem czy jakaś firma wyprodukowała tak długoterminowe leki na bóle różnych części ciała, ale zawsze można było próbować coś odnaleźć nie? Moim głównym celem było odnalezienie suchego prowiantu i sporej liczby bandaży, które w szybkim tempie uciekały z mojej apteczki. W sumie to spirytusem też nie pogardzę, a jakby znalazły się jeszcze jakieś narkotyki, to już w ogóle chwała Bogu i jego innym postacią! Nie martwiąc się o przetarty mundur, bezszelestnie przedarłem się do wnętrza budynku, które na moje nieszczęście skrywało jeszcze jedną, najprawdopodobniej żywą postać. Mając złudne wrażenie przewagi nad czarną plamą człowieczeństwa, stanąłem kilka kroków za nią, przeładowując przy tym szczekającą zbyt głośno broń.
- Szukasz czegoś? - dwa słowa wypadły mi z zaschniętego gardła, wysyłając tym samym na świat kolejny biały dym, będący skutkiem panującej zimy. Kobieta, gdyż takiej płci była nieznajoma osoba, szybko zmieniła swoją pozycję, na taką, która miała zapewnić jej w pewnym sensie jakieś bezpieczeństwo. Zielonooka miała jedynie nóż i paczkę prezerwatyw, które raczej nie potrafiły wyrządzić człowiekowi żadnej krzywdy. 
- Jakie są szanse, że pozwolisz mi w spokoju sprawdzić, czy nie ma tu żadnych podpasek, żebym mogła z resztkami godności i bez kulki w głowie kontynuować tą badziewna grę w chowanego z zombiakami, w zamian za kilka garści nieprzedziurawionych gumek? - wypaliła po chwili namysłu, machając mi przed oczami kwadratowym pudełeczkiem durexów.
- A jakie są szansę na to, że je razem spożytkujemy? - uniosłem brew w pytającym geście, na co ta mimowolnie się załamała.
- Zważywszy na moje truskawkowe dni, zapewne małe - skrzyżowała ręce na swojej piersi, przez co i ja opuściłem lufę M4 ku ziemi. Muszę przyznać, że laska miała spore jaja, aby zadawać takie pytania, dlatego chyba chwilowo ją polubiłem.
- Szkoda, przynajmniej nie zrobilibyśmy żadnych dzieci. Ile potrzebujesz tych podpasek złotko? - rozejrzałem się po opustoszałych pułkach apteki, na których niegdyś znajdowały się kolorowe pudełka syropów, witaminek i innych tego typu głupot.
- Jak się znajdzie chociaż kilka sztuk to będzie cud - westchnęła kierując się w stronę południa - Krzycz jak coś znajdziesz - dała mi wolną rękę oraz nieco zaufania, którego nie miałem zamiaru zmarnować. W końcu jak często można spotkać człowieka, który pragnie uciąć sobie z tobą pogawędkę na temat podpasek, tamponów i seksie? No właśnie, prawie nigdy. Szperając między opróżnionymi kartonami, co jakiś czas napotykałem się na oznaczone fiolki, które miały zaszczyt spocząć w moim mięciutkim plecaczku. Miałem już wracać do pani podpaskowej i powiedzieć jej, że nic z tego nie będzie, ale w tym samym momencie moje palce wyczuły pod warstwą kurzu jakiś śliski materiał. Zaciekawiony tym zjawiskiem, otrzepałem wierzch nieznanej folii, która natychmiastowo ukazała moim oczom niebieskiego ptaka za napisem bella. 
- Znalazłem! - krzyknąłem w stronę czarnowłosej, aby dać jej sygnał do wyłonienia się z drewnianego labiryntu - 20 sztuk dla damy w opałach - wręczyłem jej wartościowy podarunek, który mógł zaważyć o czystości jej spodni - Jak się nazywasz?
- Hm... Parker.
- A więc Parker... Wiem, że pewnie nie warto ufać nowo poznanym osobą, ale czy chciałabyś skarbie ze mną nieco po podróżować? Możesz mówić mi Rafael.

Parapeciku? :D
Jedziemy chlać? xd

czwartek, 31 stycznia 2019

Od Fallon cd Parker

– Myślałam, że cię straciłam.
– Ja też.
To było niesamowite. Parker, moja Parker stała przede mną. Mogłam poczuć jej dłoń w swojej, bo ciągle mnie trzymała. Albo ja ją. To było zbyt nierzeczywiste, żebym mogła spokojnie ją puścić. Wyjazd, wojna, tułaczka, a teraz w końcu ją znalazłam.
– Hej, nie płacz. – Otarła mi policzek. – Wszystko… dobrze.
– Stoimy gdzieś na budynku, u stóp mamy postapokaliptyczny świat, straciłyśmy rodziny, jest daleko od dobrze. – Zaśmiałam się gorzko. – Ale tak… ty tu jesteś.
Przytuliłam się do niej. Nie było tak samo. Nie mogło być. Zmieniłyśmy się. Ale to wciąż była moja Parker.
– Tak trudno w to uwierzyć. – Wyszeptałam jej prosto do ucha.
– Wiem. – Przycisnęła się do mnie. – Nie mogę w to uwierzyć… ja myślałam, że…
– Ale jestem. – Wzięłam jej twarz w dłonie. – I ty jesteś.
– Nie jestem już tą samą Parker. – Przesunęła palcem po mojej kości policzkowej.
– Ja nie jestem tą samą Fallon. – Westchnęłam cicho. – Wojna zmienia.
Dziewczyna lekko pokiwała głową. Jej oczy ciągle miały ten niesamowity blask, który towarzyszył mi od samego początku tej znajomości. O ile on ciągle tam był, to była moja Parker. Nikt inny nie miał do niej prawa. Chyba że sama wyraziłaby takie życzenie. Ale miałam nadzieję, że do tego nigdy nie dojdzie. Odsunęłam się dalej, żeby podziwiać ją w pełni. Zmieniła się. Włosy były w większym nieładzie niż zapamiętałam. Dobra, szczerze mówiąc wyglądały gorzej niż włosy Heleny Bonham Carter w Potterze. Lekko odgarnęłam je za ucho.
– Są straszne.
– Wiem. – Uśmiechnęła się słabo. – Wybacz, ale Rosjanie nie pomyśleli, żeby ocalić fabrykę odżywek do włosów.
Cicho się zaśmiałam. Gdyby to odżywki były najmniejszym problemem.
– Zostaniesz ze mną w tę noc? – Lekko wzięłam jej lewą dłoń.
Kiedy ostatnio ją widziałam, nie było na niej blizn. Kolejne piętna. Przebiegłam po nich palcami w milczeniu. Nie wzdrygnęła się. Ja nic nie powiedziałam. Żyliśmy w czasach, kiedy oceny moralności nie za bardzo miały sens. Po prostu pociągnęłam ją na swoje wcześniejsze miejsce.
– Przybyłaś tu… dla mnie? – Zapytała po chwili.
– Głównie. – Pokiwałam głową i oparłam się o resztki ściany. – Pobocznym powodem jest to, że zimę lepiej przeżyć poza Alaską. Dziadek z reguły zmuszał nas do podróży w cieplejsze miejsca.
– Musi tam być bardziej chujowo niż gdziekolwiek indziej. – Popatrzyła przed siebie. – Czemu tam wróciłaś?
– Dziadek stwierdził, że muszę się hartować. A tam… jest najciężej. – Przymknęłam oczy. – Poza tym. Kiedy wątpię, dom to najlepsze miejsce, żeby powiedzieć sobie, że próba sprawienia świata trochę lepszym jest czegoś warta.
– A tak jest? – Patrzy na mnie.
– Ni chuja. – Kręcę głową. – Mam ochotę rozszarpać wszystko co jest już martwe, ale jednak chodzi. Nie tego oczekiwałam mając dwadzieścia dwa lata.
– Pamiętam. – Westchnęła.
***
– Parker! – Zawołałam, gdy wyszłam z gabinetu pani pedagog. – Łapię się na stypendium sportowe!
– Wspaniale! – Jej ręka otoczyła moją szyję, a usta spoczęły na policzku. – Mówiłam, że ci się uda.
– Tak, tak. – Uśmiecham się. – Winter! Udało się!
– Co się udało Clarke? – Dziewczyna podeszła do nas ze znudzeniem.
– Moja wspaniała dziewczyna załapała się na stypendium sportowe! – Parker rozpierała duma.
– Ej, Masełko, puszysz się. – Pacnęłam ją po nosie. – Nieładnie tak.
– Cicho. – Położyła mi palec na ustach. – Mam najlepszą dziewczynę, która właśnie dowiedziała się, że przyjmą ją na wymarzone studia, czego chcieć więcej?
– Buziaka? – Uniosłam lekko kąciki ust.
Brunetka perliście się zaśmiała i przyciągnęła mnie do lekkiego pocałunku. Zawsze tak było. Zaledwie muśnięcie ust i uśmiech, który sprawiał, że świat jest piękniejszy.
***
– Ale to przeszłość. – Odchylam się lekko. – Albo raczej: od zawsze niedostępna przyszłość. Jest jak jest, cieszmy się, że nie gonią nas zombie.
– Dzisiaj są spokojne. – Zmarszczyła nos. – Zaczyna się zima, jest ich mniej.
– Mógłby zacząć padać śnieg. – Zamknęłam oczy. – Mogłybyśmy poudawać, że nic się nie stało i ulepić bałwana.
– Ja jestem Anną, czy Elsą? – Położyła się na podłodze.
– Jak chcesz. – Zerknęłam na nią. – Raczej zapytałabym, która z nas jest tu Kristoffem.
– Nie mam Svena. – Powiedziała sennie.
– Ja też. – Ułożyłam się obok. – Ale czy to przeszkadza?
– Chyba nie.
***
Rankiem poczułam zimno. Pierwszy raz od dawna. Podniosłam się i zobaczyłam… śnieg. Nie było go dużo, ale zawsze coś. Popatrzyłam na Parker. Przezornie okryła się jakimś kocem. Punkt dla niej.
Podniosłam się i odnalazłam swoją torbę. Powinnam mieć coś na skromne śniadanie dla nas dwóch. Szczęśliwie nie potrzebowałam ognia, a wszystko było gotowe zanim wstała Parker. Siadłam jeszcze na chwilę obok i delikatnie przeczesałam jej włosy. Już nie była Masłem Orzechowym, ani Masełkiem. Była Parker zmienioną przez wojnę. Nie pytałam o blizny, ale intrygowały mnie. W gruncie rzeczy, mocno zdawałam sobie sprawę z obcości dziewczyny, która leżała obok. Jednak była też moją Parker, której oczy błyszczały tym niezwykłym blaskiem, a słowa potrafiły szeptać sekrety, o których nikt inny nie miał pojęcia. Była moja i nie była.
– Co ci chodzi po głowie Clarke? – Szepnęła.
– Coś bardzo dziwnego. – Odsunęłam lekko dłoń i pozwoliłam jej wstać. – Czasami tak mam z rana. Pełnego śniegu.
– Sentymenty. – Pokiwała głową. – Śnieg, bałwanki, święta…
– Dokładnie. – Popatrzyłam na nią. – Więc jak? Olaf?
– Niech będzie.

Parker? Ulepimy dziś bałwana?