~24 grudnia 2002 roku~
- Deti! Przestań się przeglądać w
lustrze i chodź na wigilię! - zawołała mnie moja mama Emily
Wspaniała kobieta. Włosy miała długie, kruczoczarne i nigdy
mi nie odmówiła pomocy. Nawet pomagała mi z trudnymi zadaniami z matematyki,
których sama nie rozumiała. Przy niej czułem się bezpieczny oraz pewny tego, że
cokolwiek by się działa to wszystko dobrze się skończy.
- Oj przestań kochana! - wtrącił
tata Thomas. - Jeśli przykłada dużą wagę do wyglądu to dobrze o nim świadczy.
Mój ojciec... Chciałbym być taki jak on. Mieć kościstą twarz
i fryzurę, z którą co tydzień trzeba chodzić do fryzjera. Idealna grzywka na
idealnie okrągłej głowie. Był srogi, ale też nie szczędził pochwał i był
sprawiedliwy do bólu. Jednak nie dawał wszystkim po równo. Można powiedzieć, że
kara lub nagroda była wprost proporcjonalna do czynu.
Kochałem ich moim malutkim
sercem. Przez cały czas w szkolę uczyłem się tak, aby byli ze mnie dumni. Nie
chciałem ich zawieść. Nie mogłem ich zawieść.
Skończyłem się czesać i
poprawiłem malutką koszulę, którą miałem na sobie i ruszyłem do wigilijnego
stołu. Boże Narodzenie było dla mnie najważniejszym świętem w roku, więc
wszystko tego dnia było dla mnie wyjątkowe. Ciotki, które non stop debatowały o
nowych związkach sąsiadów oraz wujkowie, którzy co chwile obrażają siebie
nawzajem, gdy nie zgadzają się w swoich poglądach politycznych. Kto to jest ta
cała Merkel?
- Przyszedł nasz pierworodny! -
krzyknął dziadek Friedrich już siedzący przy stole.
Dziadek Friedrich! Chyba nie ma osoby o większej wiedzy z
historii, niż on. Na głowie zostało mu już tylko kilka włosków i chodzi o
lasce, ale to nie umniejsza jego wielkości. Jak na dziadka jest dość żwawy.
Pewnie to przez jego leki. Ostatnio mam wrażenie, że bierze ich za dużo...
Gdy przyszedłem do stołu moja
rodzina właśnie zaczynała dzielić się opłatkiem. Jednak najpierw tradycji
musiała stać się zadość. Każdy z nas musiał zaśpiewać kolędę o choince:
- O Tannenbaum, O
Tannenbaum! Wie true sind deine Blätter. (Chyba już słyszeliście tę
kolędę.)
Po skończeniu kolędy nareszcie
mogliśmy podzielić się opłatkiem. Otrzymywałem różne życzenia od najbliższych.
Zaczynając na tym, żebym urósł, aż po życzenia związane z sukcesem w przyszłym
życiu. Najbardziej jednak mnie urzekły dziadka:
- Abyś był wierny swoim ideałom i żebyś zawsze pamiętał, że
możesz osiągnąć wszystko. Bo jesteś tego wart. Bo jesteś moim wnukiem.
Poczułem się wtedy jakbym mógł
przenosić góry. Poczułem się wtedy, jakby wszystkie wcześniej wyznaczone
granice stały się rozmyte. Jakby nie było siły na świecie, która mogła mnie
powstrzymać. Mnie i moich malutkich rączek i nóżek.
- A teraz wszyscy wznieśmy toast!
A i młodemu wlejcie piccolo. Niech się uczy! - wstał i powiedział głośno
ojciec.
Kieliszki zastukały, nawet mój
kubek do herbaty z Darthem Vaderem, w którym miałem piccolo.
- Za Wielkie Niemcy! Prost (Na zdrowie!) - krzyknął tata
- Żeby były wielkie tak jak kiedyś. - mruknął pod nosem
dziadek. Wszystko jednak wskazywało na to, że nikt tego nie słyszał, tylko
ja...
Wiedziałem, że jako przyszły
dziedzic muszę coś dodać od siebie. Wszedłem na krzesło i powiedziałem:
- I za to, żeby na świecie nie było już żadnych wojen!
Odbiło się to tylko głuchym echem po pokoju i biesiadnikach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz